Zaułki dla ciekawskich

Przewodniki książkowe planują za nas – to jest najlepsza trasa na dzień pierwszy, to na drugi. Wszystko jest tak pogrupowane, żeby zobaczyć to, co najważniejsze, charakterystyczne dla danego miasta, godne uwagi. Trasy zaplanowano tak, by zataczać pewne kręgi po danym rejonie i nie dublować tych samych miejsc.

Z jednej strony jest to naprawdę wygodne rozwiązanie – polegać na zdaniu i pomysłach tych, którzy już tam byli, zwiedzili i swoją specjalistyczną wiedzą chcą się podzielić z nami. Z drugiej jednak – takie ślepe podążanie za czyimiś wskazówkami bardzo ogranicza naszą kreatywność i powoduje, że co prawda zobaczyliśmy to, co najważniejsze, ale nie dotknęliśmy klimatu miasta.

Bo ten klimat najczęściej kryje się w zaułkach i bramach

Bo ten klimat najczęściej kryje się w zaułkach i bramach. Na pozór boczna uliczka może wydawać się nieciekawa, niegodna uwagi, a wejście w nią to strata czasu. Pewnie wiele razy tak się zdarza, ale przecież trafiają się takie klimatyczne małe uliczki, po których grzechem byłoby nie przejść, a przewodnik ich nie uwzględnia, bo nie są wystarczająco marketingowe.

Czasami warto zamknąć nasz książkowy kompas, odłączyć GPS-a, zaufać swojej intuicji i skręcić w najbliższą drogę. Zawsze można też zapytać mieszkańców (którzy w bocznych uliczkach też jakoś spokojniej żyją i są bardziej chętni do rozmowy), co polecają w okolicy, a co nie jest szeroko rozreklamowane. Przecież oni najlepiej wiedzą, gdzie w ich okolicy jest przyjemnie i gdzie napijemy się najlepszej kawy.

Tylko w tych naszych wędrówkach na boki może jednak unikajmy tych najciemniejszych zaułków – w końcu nie każda wskazówka przewodnika jest zła i warto czasami przeczytać, gdzie w zwiedzanym mieście są „niebezpieczne dzielnice”, a potem spokojnie omijać je szerokim łukiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *